Chcę się zabić. Ma dwadzieścia kilka lat. Albo dobija czterdziestki. Jest młodziutką kobietą. Albo mężczyzną w kwiecie wieku. Studiuje w niedużym polskim miasteczku. Albo pracuje w dużej korporacji w jednej z europejskich stolic. Posłuchaj…. Jego śmierć była ciosem. Każda jest. Witam, Na wstępie powiem, że jesteśmy młodzi mamy po 22 lata, a w związku jesteśmy od 3 lat. Zawsze wydawało mi się, że Adam jest łatwo popadającym w dół człowiekiem raczej pesymistą. Katarzyna J. Piotrowska. Specjalistka ds. marketingu i PR, konferansjerka, blogerka, żona, mama, współtwórczyni Vicommi Media. Ekspertka w komunikacji firm z branży medycznej i farmaceutycznej, entuzjastka mediów, wieloletnia redaktor naczelna serwisów medycznych. Tłumaczenia w kontekście hasła "Moja mama chce" z polskiego na niemiecki od Reverso Context: Nie wiem, moja mama chce żebym napisała maile do grupy tych kontaktów rodzinnych. Co mam zrobić gdy chcę się zabić ? mam dość mojego życia w szkole mnie prześladują , przezywają ,poniewierają , mam tego dosyć , rodziców nie chcę martwić i tak mają inne problemy z starszym bratem. chcę kontynuować naukę ale nie wiem ile jeszcze pociągnę gdy mnie nienawidzą. Co mam zrobić ? 2 oceny | na tak 50%. 1. NIEPRAWDA: Jeśli osoba jest zdeterminowana by się zabić, nic jej nie powstrzyma. Nawet najbardziej zdesperowana osoba, ma mieszane uczucia na temat samobójstwa, wahając się do ostatniej chwili, pomiędzy wolą życia, a wolą śmierci. Większość osób pragnie żyć, ale nie są w stanie wytrzymać bólu. Zobacz 12 odpowiedzi na pytanie: Chcę się zabić. Pytania . Wszystkie pytania; Sondy&Ankiety; Kategorie . Szkoła - zapytaj eksperta (1892) Szkoła - zapytaj Występuje duża tendencja do impulsywności albo tłamszenie w sobie cierpienia. Albo pojawiają się zachowania agresywne i ktoś w ten sposób cierpieniem obdarza inne osoby. Młodzi chyba dość często zwierzają się rówieśnikom z zamiaru popełnienia samobójstwa… Tak, mówią rówieśnikom o swojej śmierci. Niestety może zdarzyć się, że osoby od których najbardziej oczekujesz wsparcia, czyli Twoje rodzeństwo, znajduje wiele wymówek dlaczego nie może pomóc w opiece nad rodzicem. Oto najpopularniejsze z nich: 1. „Nie mam czasu”. To chyba jedna z najczęściej słyszanych wymówek. Możesz usłyszeć od swojej siostry lub brata, że nie Matka nie zawsze czuje więź ze swoim dzieckiem, nie zawsze chce wziąć za nie odpowiedzialności. Nie wyżebrzesz u niej uczucia, kochając za was dwoje. Zmierz się z tym. Owszem, dała ci życie, owszem, sama pochodzi z rodziny, w której panowały trudne, skomplikowane relacje. Nie są to jednak żadne argumenty w twojej sprawie. a9hpdK. ... bo za bardzo kocham mamę. Mam 16 lat. Mieszkam z ojczymem Tomaszem, z mamą i z bratem Krzyśkiem (Tomasz jest jego ojcem biologicznym). Tomasz ciągle się wydziera na mnie i na moją mamę, traktuje ją jak psa, mnie zresztą też. Cały czas jej coś wypomina, jest niesprawiedliwy. Jest też strasznie leniwy i chce, żeby wszyscy robili wszystko za niego. Śpi do 11, potem wychodzi do pracy, dociera chyba na 12 (a powinien chodzić na 9 Moja mam robi wszystko w domu - pierze, gotuje, sprząta, odkurza, zajmuje się moim bratem, który ma lekki autyzm, bawi się z nim, uczy go, pomaga przy uczeniu mnie itd. A tamten nie robi nic. Serio. Jak po pracy wraca do domu około 17-18, to siada przed telewizorem/komputerem i tak do 1 w nocy. I robi wielkie gó*no. Zarabia o 4 stówy więcej od mojej matki, która opłaca wodę, mieszkanie, internet. On opłaca tylko prąd. Nigdy nie robi zakupów. Moja mama nie zarabia dużo, więc to nie jest taka radocha wydawać każdego dnia 30 zł na jedzenie dla całej ,,rodziny". Kiedy kupi chleb, Tomasz zżera połowę. Ostatnio kupiła ser za 8 zł, zjadł cały. Kupiłam jej czekoladki na walentynki za 11 zł, to wyżarł bez pytania nawet. Jasne, każdy pomyśli, że to nic. Rada:,,Niech wezmą rozwód". Cha, cha. Gdyby to było takie proste. Tomasz wychowuje mojego brata dzięki komputerom i telewizji. Serio. On nie umie się nim inaczej zająć. W weekendy mama wychodzi rano kupić jedzenie, jakieś ciasto itd. Krzysiek budzi się około 9 rano, Tomasz włącza mu telewizję, i on ogląda no do 12. Czy dziecko z AUTYZMEM powinno być tak wychowywane? No chyba nie. Dlatego moja mama nie chce go z nim zostawić. Oni zawsze się kłócą w kuchni. Mój pokój jest obok i wszystko, WSZYSTKO słyszę. Strasznie dużo płaczę. Czasem mam ochotę zwalić szafy, porozwalać komputer, rzucam przedmiotami albo wbijam sobie paznokcie jednej ręki w drugą tak, żeby mnie zabolało. I kurde, no to jest nienormalne! Ja nie chcę być psychiczna, ale moje życie mnie ku temu prowadzi. A teraz reszta. Nie mam przyjaciół. Mam koleżanki, które non stop nawijają o swoich włosach, chłopakach, którzy na nie spojrzeli, o tym, że dostały piątkę, a nie szóstkę. Wkurzające i to naprawdę bardzo. Mam ochotę wrzasnąć w twarz tym wszystkim idiotkom, jakie ja mam p******* życie. Ale nie mogę. Bo by tego i tak nie zrozumiały. Co do chłopaków, no lubię wszystkich, na pewno bardziej od dziewczyn, ale nie ma takiego, któremu mogłabym się z tym zwierzyć. Jedyny, na którym mi zależy, nie odzywa się do mnie od miesiąca. I nie wiem, o co chodzi, a nie mogę się zapytać, bo my nie byliśmy razem. A tak się fajnie zapowiadało, już nawet usłyszałam gdzieś, że mu się podobam, a tu nagle... Wszystko się spieprzyło. Ja niczego bym od niego nie chciała. Nie musielibyśmy być razem, po prostu chciałabym się czasem spotkać i tyle, żeby z nim przebywać. No, ale jest, jak mówię. Jedyną moją nadzieją jest liceum. Uczę się, ile mogę, mimo że nie zawsze mi wychodzą piątki, ale staram się - robię dodatkowe prace, zapisuję się na konkursy, słucham na lekcji, notuję. Mam nadzieję, że w liceum wreszcie poznam kogoś fajnego. Chociaż, szczerze, nie wiem, czy ktoś taki w ogóle istnieje... Nie liczę na zmianę w mojej pseudorodzinie, mam nadzieję, że zmieni się na lepsze sytuacja z tym chłopakiem. Na prawdziwą przyjaźń już też nie liczę. W sumie nie liczę na nic. Chociaż.... Liczę na cud. :) KOBIETA, 16 LAT ponad rok temu Witam, Twoja sytuacja w domu jest rzeczywiście bardzo trudna. Rozumiem, że jest Ci ciężko i męczysz się, widząc, jak Twoja mama bardzo się stara, a pomimo to nie dostaje pomocy od swojego męża. Jednak nic na to nie możesz poradzić. Twoi rodzice są dorosłymi ludźmi i muszą sami rozwiązywać swoje problemy, nie możesz ingerować w ich życie. Zrozumiałe jest to, że taka sytuacja wywołuje w Tobie złość i niechęć do ojczyma. Powinnaś porozmawiać z kimś o swoich uczuciach i problemach, z którymi się obecnie borykasz. Możesz skorzystać z pomocy pedagoga szkolnego, z pewnością okaże on zrozumienie i dostarczy Ci wsparcia. Spróbuj również porozmawiać z mamą, wyjaśnij jej, jak się czujesz, kiedy słyszysz kłótnie za ścianą. Postaraj się, żeby była to spokojna rozmowa bez krzyków i wypominania. Piszesz również, że brakuje Ci bliskiej osoby i nie masz przyjaciół. Sugeruję, żebyś bardziej otworzyła się na ludzi, wyjdź czasem gdzieś ze znajomymi, nawet jeśli nie masz ochoty. Może to pozwoli Ci oderwać się na chwilę od problemów. Jeśli chodzi o Twojego kolegę, który przestał się do Ciebie odzywać, to wiedz, że pomimo tego, że nie byliście parą, masz prawo dowiedzieć się, o co chodzi. Bardzo dobrze, że korzystasz z dodatkowych zajęć w szkole, bierzesz udział w konkursach. Oznacza to, że jesteś ambitną osobą, która wie, co chce osiągnąć i jak tego dokonać. Nie rezygnuj z tego, z pewnością osiągniesz zamierzone cele. Proponuję Ci, żebyś rozważyła zapisanie się na jakieś zajęcia sportowe. Będzie to świetna okazja do poznania nowych ludzi, a ćwiczenia fizyczne pomogą Ci rozładować napięcie w sposób konstruktywny. Trzymam kciuki za Twoje powodzenie i pozdrawiam serdecznie. 0 Kasia choruje na depresję, odkąd była nastolatką, ale do psychiatry trafiła dopiero w wieku 21 lat. W jej domu rodzinnym nigdy nie rozmawiano o jej problemach psychicznych W kwietniu 2021 r. 23-latka znalazła się w szpitalu psychiatrycznym po próbie samobójczej, spędziła tam dwa tygodnie, a następnie wypisała się na własne życzenie Kasia szczegółowo zaplanowała swoje samobójstwo, a w telefonie do dziś trzyma notatkę, w której opisała krok po kroku, jak będzie ono wyglądało Uratował ją SMS wysłany do byłego chłopaka. Mężczyzna zaalarmował bliskich Kasi, że dziewczyna wzięła tabletki, żeby się zabić Dziś kobieta mówi, że depresja będzie jej towarzyszyć do końca życia Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onetu Ma 23 lata, na Instagramie założyła konto o nazwie "Kobieta i depresja". Codziennie odpisuje na wiadomości od osób, które borykają się z podobnymi problemami: obniżony nastrój, myśli samobójcze, nerwica, lęki, napady paniki... Bo depresja w Polsce wciąż jest tematem, o którym łatwiej rozmawiać anonimowo, niż z bliskimi. 1. Do psychiatry trafiłam w wieku 21 lat, chociaż już jako nastolatka domyślałam się, że "coś jest ze mną nie tak". Jasne, każdy może mieć gorszy dzień, popłakać do poduszki, co jest całkiem naturalne, zwłaszcza w wieku dorastania. Ale u mnie to było notoryczne. Nie wiedziałam, skąd się brał ten obniżony nastrój, dlaczego akurat ja "tak mam". Byłam smutna. Nie miałam wtedy dobrego kontaktu ani z mamą, ani z tatą. Nigdy nie rozmawiałam z nimi na poważniejsze tematy, nie było też mowy o tym, żeby usiąść i dowiedzieć się od nich na przykład czegoś o seksie. Dziś uważam, że z dzieckiem trzeba mówić o wszystkim. Moja mama sama ciężko choruje, odkąd pamiętam. Jednak nigdy sama mi o tym nie powiedziała, choć nieraz słyszałam pretensje, że jest zmęczona, a my nie wystarczająco jej pomagamy. O chorobie mamy właściwie dowiedziałam się przypadkiem. Kiedyś znalazłam korespondencję mailową z lekarzem, innym razem usłyszałam kłótnię rodziców. Atmosfera domowa nie sprzyjała rozmowom o depresji nastolatki. Zamknęłam się w sobie i odpuściłam. Ale szukałam informacji o chorobach psychicznych w internecie, w książkach. Pochłaniałam tę wiedzę. W pewnym momencie już wiedziałam, że potrzebuję pomocy psychiatry, ale nie miałam swoich pieniędzy. Przeczytaj: Życie do połowy puste 2. Czas płynął. Zdałam maturę, poszłam na studia, depresja nie mijała, nadal byłam przybita, płakałam, nie miałam motywacji, żeby wstawać z łóżka, każda aktywność bolała mnie wręcz fizycznie. Mój ówczesny chłopak powiedział mi w końcu, że jeżeli ja nie poproszę rodziców o pomoc, to on to zrobi. I tak się stało, pojechał do nich do domu, zapukał, wszedł i powiedział, jak wygląda sytuacja: państwa córka potrzebuje pomocy. Chwilę potem dostałam SMS od mamy. Napisała, że mi pomogą, że dostanę od nich pieniądze na terapię i na leki. I tak ponad dwa lata temu zaczęłam brać antydepresanty. Nie zapomnę, jak pierwszy raz wróciłam do domu rodzinnego właśnie po tym, kiedy rodzice dowiedzieli się o mojej depresji. Kontakt z tatą był praktycznie żaden, więc on w ogóle nie poruszył tematu mojej choroby. Mama bezpośrednio nie spytała mnie ani o objawy, ani o samopoczucie. Padło jedynie: jak tam? Wiedziałam, że miała na myśli właśnie mój stan psychiczny i to, jak się trzymam. Ale odpowiedziałam wymijająco, bo jak inaczej zareagować? Nie czułam jej wsparcia. Znowu odpuściłam. Całe szczęście miałam chłopaka, który mnie wtedy bardzo wspierał w leczeniu i chyba do końca życia będę mu za to wdzięczna, mimo że nie jesteśmy już razem. A nie było mu łatwo. Pamiętam dokładnie wieczór, kiedy wzięłam pierwszą tabletkę na sen. Po pięciu minutach poczułam, jakbym była po prostu naćpana i zasnęłam. Tak minęły dwa tygodnie. Rano brałam leki na dzień, wieczorem — na noc. Nie odczułam skutków ubocznych, jedynie lekko obniżone libido, ale po miesiącu zaczęłam czuć się lepiej, jednak nie na długo. 3. Kryzys przyszedł niespodziewanie rok temu. To był bardzo dziwny okres w moim życiu. Wydawało mi się, że jestem całkiem szczęśliwa. Choć rozstałam się z tamtym chłopakiem, to jednak weszłam w nowy związek, który zapowiadał się dobrze. Problem stanowiły relacje z moją mamą, która miała swoje problemy, zerwała ze mną kontakt po tym, jak rodzice się rozwiedli, a ja zamieszkałam z ojcem. Ja jednak skupiłam się na budowaniu relacji z tatą, szłam do przodu. W tamtym okresie studiowałam i pracowałam jednocześnie. Dla mojego organizmu okazało się to zbyt dużym wyzwaniem. Poza tym jestem perfekcjonistką, obsesyjnie bałam się, że zrobię coś źle, dlatego ciągle się doszkalałam. Miłość? W związku dostawałam wtedy bardzo dużo miłości od partnera, ale nie byłam w stanie jej odwzajemnić i to sprawiało, że bardzo źle się z tym czułam. Choć z natury jestem uczuciowa i czuła, w tamtym momencie byłam obojętna. Chciałam się rozstać, ale bałam się, że złamię tym rozstaniem mojemu partnerowi serce. Miałam wątpliwości, zastanawiałam się: może dalej kocham mojego byłego partnera? Postanowiłam więc do niego napisać. Kiedy wyznał, że on już nic do mnie nie czuje, załamałam się. Te trzy czynniki skumulowały się w moim życiu w marcu ubiegłego roku. Dodatkowo nieco wcześniej zdecydowałam się na samodzielne odstawienie leków, co znacząco wpłynęło na obniżenie mojego nastroju. Nie mając wystarczającej odwagi i siły na to, by szczerze porozmawiać z chłopakiem, postanowiłam popełnić samobójstwo. Przeczytaj: Dwukrotny wzrost liczby prób samobójczych wśród nastolatek. Ekspertka: to nie jest przypadek Wszystko miałam zaplanowane dzień wcześniej. Do tej pory trzymam w telefonie notatkę z 26 marca zatytułowaną "Chcę się zabić" i kartkę, na której godzina po godzinie pisałam, co się dzieje. "Wstałam, jest Tata wrócił do domu o nie mogę się zabić" — zanotowałam. Zależało mi na tym, jeśli moja próba samobójcza by się powiodła, żeby nie znalazł mnie tata, tylko partner, który do mnie przyjeżdżał. Tatę chciałam przed tym ochronić. I nagle okazało się, że on zmienił plany i został na weekend w domu, choć miał wyjechać w rodzinne strony. Napisałam wtedy w notatce: nawet zabić się nie potrafię. Tego wieczora mój partner przyjechał do mnie zmęczony po pracy i położył się spać. Tata był w pokoju obok. W momencie, w którym wzięłam leki, wysłałam wiadomość do mojego byłego partnera i do obecnego, który leżał w łóżku obok i spał. Wcześniej wyciszyłam jego telefon, by dźwięk SMS-a go nie obudził. Napisałam, co zrobiłam. Były partner zareagował natychmiast. Nie mogąc dodzwonić się do mnie, próbował skontaktować się moim chłopakiem, w końcu udało mu się połączyć z moim bratem. Brat zaalarmował mojego tatę. Kiedy usłyszałam, że ojciec z kimś rozmawia, domyśliłam się, że on już wie i byłam przerażona. Nie wiedziałam, jak mam mu wytłumaczyć to, co się stało, zaczęłam budzić partnera. W tym momencie tata wszedł do pokoju, zaczął zadawać mi pytania, ale ja nie potrafiłam nic powiedzieć, tylko płakałam. Zgotowałam niezłą traumę i tacie i partnerowi. Mam ogromne wyrzuty sumienia z tego powodu. To jest coś, co muszę sobie przepracować na terapii. Z perspektywy czasu uważam, że podejmując decyzję o samobójstwie, myślałam tylko o sobie. Wydawało mi się, że kiedy odejdę, wszystkim będzie lepiej. Może trochę popłaczą, ale to minie. Zobacz też: "W kryzysie szukałem pomocy, ale słyszałem tylko: »Nie myśl o głupotach«" [LIST]" Ojciec zdecydował, że zabierze mnie do szpitala. Na SOR-ze spędziłam całą noc, sama. Pandemia sprawiła, że pacjentom ograniczono kontakty z bliskimi. To zabolało mnie jeszcze bardziej, choć wydawało mi się wtedy, że jak na okoliczności, w których się znalazłam, jestem silna. Zastanawiam się, co by się stało, gdyby takie słowa od lekarza usłyszała nastolatka po próbie samobójczej? Nad ranem tata wyprosił na personelu, żeby go do mnie wpuścili, przekazał mi walizkę z ubraniami. Dowiedzieliśmy się, że zawożą mnie do szpitala psychiatrycznego. Pomyślałam: może tam będzie lepiej? Nie wiedziałam jeszcze, z czym się wiąże pobyt w szpitalu psychiatrycznym. Dziś nie wiem, czy tak wygląda każdy pobyt, czy tylko ja miałam pecha. Były tam dwie naprawdę empatyczne pielęgniarki, które starały się okazać zainteresowanie stanem pacjentów, poprawiać im humor. Ale resztę cechowała jedynie obojętność: robili tyle, ile mieli zrobić, nic więcej, zero indywidualnego podejścia. Szpital wspominam tragicznie, a spędziłam tam dwa tygodnie. Przyjmowałam leki, czułam się otumaniona, wyciszona. Zabrano mi telefon. Wiedziałam, że mi go zabiorą, ale nie zdawałam sobie sprawy, że aż na cały pobyt. Poza tym na początku miałam ze sobą tylko kilka ubrań, które tata spakował mi do walizki. Pierwsze dwa dni płakałam w łóżku, później było trochę lepiej, bo ojciec przywiózł mi książki. Ale dla mnie chyba najgorsze jest to, że byłam tam dwa tygodnie po próbie samobójczej, a psycholog odwiedził mnie dwa razy. I ta rozmowa trwała za każdym razem 15 minut. "Dlaczego to zrobiłaś?", "Jak wyglądają twoje relacje z rodzicami, z chłopakiem?". Taka najzwyklejsza konwersacja. A drugie spotkanie było bardziej po to, żeby stwierdzić, czy ja mam tylko depresję, czy jeszcze jakieś zaburzenia poznawcze. Dwa tygodnie po tym, jak na własne żądanie wyszłam ze szpitala psychiatrycznego, założyłam konto na Instagramie. Byłam wtedy w złym stanie. Dostałam nowe leki, nie miałam apetytu. Całymi dniami leżałam w łóżku. Pewnej nocy po prostu spontanicznie założyłam anonimowe konto, które nazwałam "Kobieta i depresja". Pamiętałam, że jako nastolatka byłam ciekawa wypowiedzi ludzi chorych na depresję, ale było ich bardzo mało w internecie. Pomyślałam sobie wtedy, że może założenie konta będzie dla mnie taką formą psychoterapii, że będę mogła wyrzucić z siebie złe emocje i doświadczenia, a jednocześnie komuś, kto przeczyta o moich doświadczeniach, pomogę. Początkowo bałam się, że wiadomości od czytelników i problemy, którymi zaczną się ze mną dzielić, zbyt mocno mnie obciążą, ale okazało się, że całkiem nieźle daję sobie radę. Zdarza się, że ludzie opisują mi przerażające historie. Zawsze staram się odpisywać i coś doradzić, ale nie "siedzi" to ze mną w głowie. 4. Depresja znacząco wpływa na związek z partnerem. Życie z osobą, która ma depresję, jest trudne. Często muszę tłumaczyć mojemu chłopakowi, że to, że płaczę, nie znaczy, że on mnie krzywdzi. Płacz daje mi możliwość oczyszczenia się, przynosi ulgę po ciężkim dniu. Wiem, że trudno jest patrzeć, jak ukochana osoba płacze, dlatego dużo rozmawiam z partnerem, tłumaczę mu swoje emocje. Dziś kontynuuję leczenie i jak każdy mam czasami gorszy czas, ale na co dzień nie odczuwam swojej depresji, nie utożsamiam się z tą chorobą. Myślę, że osoby borykające się z podobnymi problemami psychicznymi potrzebują od otoczenia przede wszystkim empatii. Czasem wystarczy mi, że partner przytuli mnie i powie: jutro będzie lepiej, lżej. Chcę od niego usłyszeć, że dam radę. Początkowo w to nie uwierzę, ale potem rozumiem, że ma rację. Bo tak właściwie, co strasznego może się wydarzyć? Choć nie studiowałam psychologii, mam dużą wiedzę na temat depresji, bo od kilku lat na własną rękę szkolę się, czytam naukowe i popularnonaukowe artykuły na ten temat. Staram się też "edukować" partnera, by łatwiej mu było mnie zrozumieć i odpowiednio reagować w sytuacjach kryzysowych. Istotna w procesie leczenia depresji jest terapia. Wydaje mi się, że trafiłam na kompetentną osobę. Moja terapeutka bardzo pomogła mi poukładać sobie w głowie relacje z moją mamą. Ta relacja, bardzo ważna dla mnie, młodej dziewczyny wchodzącej w życie, była od samego początku toksyczna. Dziś nie mam z mamą żadnego kontaktu, ponieważ ona tego nie chce. Przyjęłam jej decyzję z ciężkim sercem. Trafiłam na terapię zaraz po tym, jak mama zniknęła z mojego życia, ale w trakcie rozmów z psychoterapeutką odkryłam, że praktycznie wszystko, co funkcjonowało w mojej głowie "nie tak", było związane z naszymi relacjami. Skoro czuję się szczęśliwsza, od kiedy mamy nie ma w moim życiu, to widocznie tak musi być. Z tatą jest zupełnie inaczej. Moi rodzice rozstali się w momencie, gdy mama zdecydowała się na zerwanie kontaktu ze mną. Zamieszkałam wtedy z tatą i żyjemy pod jednym dachem do tej pory. Wcześniej nawet dobrze się nie znaliśmy, bo kiedy byłam mała, pracował za granicą. Gdy wrócił, dojeżdżał do pracy, w domu prawie w ogóle nie bywał. No i mama zawsze na niego narzekała. Nauczyłam się, że tata jest zły. Po rozstaniu rodziców bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Tata bardzo starał się naprawić relację ze mną, choć na początku to było krępujące. Przychodził do mnie i pytał, czy pójdę z nim na spacer. Zgadzałam się i na początku chodziliśmy w kompletnej ciszy, bo nie mieliśmy o czym rozmawiać. Z czasem zaczęły się pojawiać wspólne tematy, otworzyłam się przed nim. Dziś mijają dwa lata, odkąd postanowiliśmy dać sobie szansę i muszę zaznaczyć, że mamy naprawdę świetny kontakt. Kiedy rozmawiamy, nie boję się mu powiedzieć, że idę do psychiatry po leki. Póki mogę, chcę mieszkać z tatą, chcę nadrobić moje dzieciństwo. Badania psychologów i psychiatrów mówią, że depresję można wyleczyć, ja ma inne spostrzeżenia. Wydaje mi się, że jeżeli depresja towarzyszy nam od lat, ale zostaje zdiagnozowana późno, to już na zawsze pozostanie częścią naszego życia. Już zawsze będę czujna, uważna na kolejne spadki nastroju. Dziś jestem szczęśliwa, w przyszłości chcę mieć dzieci i wiem, że jestem narażona na ryzyko depresji poporodowej. Ale ta świadomość pozwala mi się lepiej do tego przygotować do macierzyństwa. Żyję w przekonaniu, że depresja nie zniknie całkowicie. Myślę, że w jakimś stopniu będzie stale tuż obok i akceptuję to. Dla wszystkich osób w kryzysie, a także ich bliskich, działa serwis To pierwszy w Europie serwis pomocowo-edukacyjny podejmujący temat zapobiegania samobójstw i pomocy osobom, które są nim dotknięte. Jeśli zmagasz się z myślami samobójczymi, możesz skorzystać z darmowych infolinii: Antydepresyjny Telefon Zaufania (od poniedziałku do piątku w godz. 15-20) - 22 484 88 01, Telefon zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym, codziennie od godz. 14 do 22 - 116 123, Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży, czynny codziennie przez całą dobę - 116 111, Zawsze możesz po prostu zadzwonić pod nr alarmowy 112 i zgłosić zagrożenie życia swojego lub osoby, o której wiesz, że planuje samobójstwo. Wypowiedź Wałęsy odbiła się szerokim echem w rosyjskich mediach, w których proponowano nawet ogłoszenie nagrody za głowę byłego polskiego prezydenta. - Powiedziałem, że powinniśmy pomóc Rosjanom zmienić ten system, bo to byłoby dla nich lepsze. Jeśli nie uda się w taki sposób, to trzeba pamiętać, że w Rosji jest ponad 60 narodów zdobytych w podobny sposób, w jaki dziś Rosja próbuje zdobyć Ukrainę. W związku z tym trzeba pomóc tym narodom odzyskać swoją wolność, suwerenność, a wtedy Rosja będzie liczyła 50 milionów mieszkańców, nie więcej. Mówiłem to w tym wywiadzie i w wielu innych miejscach. Mówiłem i będę mówił - stwierdził Wałęsa pytany o to czy dziś wycofałby się ze swoich wcześniejszych słów. Czytaj więcej Zdaniem Wałęsy "Zachód musi przekonać Rosjan, że giną na wojnie, są powoływani do wojska, żeby zabijać Ukraińców, dlatego że Putinowi - człowiekowi, który sprawuje władzę już zbyt wiele kadencji - pozwala na to obowiązujący w ich kraju system polityczny". Jednocześnie były polski prezydent podkreślił, że "jest przyjacielem Rosjan". - Próbuję pomóc im zmienić system polityczny, by nie ginęli - stwierdził. Na pytanie o propozycję wyznaczenia nagrody w wysokości 5 mln euro za jego głowę, Wałęsa odparł, że "nie muszą wydawać tych pięciu milionów". Zadeklarował, że "jest gotów jechać do Moskwy nawet natychmiast" i "spotkać się z tymi, którzy opowiadają o nim głupoty". Jednocześnie Wałęsa zadeklarował, że nie obawia się o swoje życie. - Ja już swoje życie przeżyłem, jestem spakowany i nie boję się śmierci. Nawet zastanawiam się, jak będę przywitany po tamtej stronie - odparł. Powiedziałbym Putinowi wprost: "panie prezydencie Putin, straszy mnie pan czołgami i bronią atomową. A czy pan wie, że ja mam lepsze zabawki od pana? Lech Wałęsa, były prezydent Wałęsa zadeklarował też, że gdyby "mógł mówić w imieniu Zachodu, do którego się zalicza", wówczas mógłby porozmawiać z prezydentem Rosji, Władimirem Putinem. - Powiedziałbym mu wprost: "panie prezydencie Putin, straszy mnie pan czołgami i bronią atomową. A czy pan wie, że ja mam lepsze zabawki od pana? Tylko, że ja nie chcę pana zabić i nie chcę walczyć w taki sposób, dlatego proszę pana, panie prezydencie, nie zmuszaj mnie, bym użył takiego samego argumentu, jakim ty straszysz mnie. Bo jeśli ja go użyję, to ty nie przeżyjesz. Jeżeli nie wierzysz, to ci pokażę". I pokazałbym mu broń Zachodu, która jest lepsza od rosyjskiej - stwierdził. Zdaniem Wałęsy "gdyby Putin zrozumiał, że jest słabszy, że nie ma szans na wygraną, to by nie walczył".